Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 4-5 lat Z. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 4-5 lat Z. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 7 marca 2016

A pro po trwającej rekrutacji do przedszkoli - Jak socjalizować małe dzieci-rewelacyjny artykuł, kwintesencja mądrości

http://www.erodzina.com/jak-socjalizowac-male-dzieci/

100% PRAWDY!

Na pierwszy rzut oka to wszystko wydaje się tak logiczne, że ty, jako zatroskany rodzic, nie możesz się już doczekać chwili, w której twoje dziecko rozpocznie systematyczną edukację i socjalizację. Tymczasem jest to doświadczenie, którego większość małych dzieci po prostu nie potrzebuje. Małe dzieci to nie to samo, co mali dorośli. Nie myślą, nie działają i nie reagują tak, jak dorośli. W ich przypadku przebieg procesów umysłowych, emocjonalnych i społecznych jest zupełnie odmienny.
Wartość wczesnej edukacji od dawna jest kwestionowana przez specjalistów [zajmujących się rozwojem] dzieci. Jednakże w długim okresie to mity związane z wczesną socjalizacją mogą być większym zagrożeniem. Małe dzieci są, co oczywiste, często niezwykle podniecone tłumem rówieśników, ale w wieku przedszkolnym ta ekscytacja będzie dla nich raczej źródłem zakłopotania i zmieszania, a nie drogą do prawdziwego uspołecznienia. Wczesna socjalizacja często tak naprawdę wywołuje tendencje antyspołeczne, robiąc z przedszkolaków małych buntowników, o ile nie prawdziwych neurotyków. W okresie dojrzewania tendencje te wywołują prawdziwe spustoszenie.
W 1902 r. czasopismo Ladies’ Home Journal jako pierwsze zamieściło na swoich łamach dział listów od czytelników – pomysł ten jest teraz powszechnie wykorzystywany w prasie. Jednym z [poruszanych przez czytelników] zagadnień stał się wiek, w którym dzieci idą do szkoły. W kolejnych listach rodzice przytaczali przykłady fizycznych i psychicznych problemów zdrowotnych dzieci, które zbyt wcześnie poszły do szkoły. Jeden z rodziców opisał eksperyment przeprowadzony przez kilka rodzin. Odkryły one, że po przyjęciu urodzinowym jednego z dzieci, na które zaproszono 20 czy 30 maluchów, mali uczestnicy byli zbyt podnieceni, by zasnąć, a następnego dnia okazywali rozdrażnienie. Podobne problemy nie pojawiły się, kiedy na przyjęcie zaproszono tylko czworo czy pięcioro dzieci.               
Dziś, po prawie 75 latach, warunki się zmieniły, ale wrażliwość naszych dzieci pozostała taka sama. Wiele badań dowodzi, że żadna instytucja zajmująca się socjalizacją dzieci nie wywiera tak silnie pozytywnego wpływu ani nie zapewnia takiego poczucia bezpieczeństwa jak rozsądni, konsekwentni rodzice [wychowujący swoje dzieci] w klimacie ciepłego i odpowiadającego na ich potrzeby domu. 
Psychologowie dziecięcy wykazują, że dzieci radzą sobie bardzo dobrze, kiedy mogą działać wspólnie z jedną osobą bądź pracować w niewielkiej grupie złożonej z dwóch do czterech osób. Kiedy jednak spotykają się z grupą o liczebności klasy szkolnej po to, by uczestniczyć w typowych dla szkoły zajęciach, stają się spięte i zestresowane.  
Jako rodzic, powinienem mądrze rozważyć, jakiego rodzaju istotą społeczną chciałbym widzieć moje dziecko. Wielu przedszkolaków może faktycznie zostać „zsocjalizowanych”, ale nie bądźcie zaskoczeni, jeśli rozwiną w sobie negatywne zachowania społeczne. To może się zdarzyć nawet wówczas, gdy nauczyciel czy opiekun jest ekspertem. Z drugiej strony, małe dzieci, którym pozostawiono czas na osiągnięcie naturalnej dojrzałości, z większym prawdopodobieństwem staną się altruistycznymi istotami społecznymi, które zdołały rozwinąć w sobie pozytywne wzorce zachowań społecznych.       
Jakość społecznych zachowań dziecka zależy nie tyle od liczby dzieci, z którymi zwykło się bawić, ile od jego emocjonalnej stabilności, poczucia własnej wartości i nieegoistycznej troski o innych. Zazwyczaj jest odzwierciedleniem jakości rodzicielskiego przykładu i siły przywiązania do ciepłych, konsekwentnych rodziców.     
Niedawno dwóch dziadków w dwóch niezależnych rozmowach stwierdziło, że ich mali wnukowie są tak bystrzy i dojrzali, że nie ośmieliliby się pozbawić ich „społecznej przewagi” przedszkola. [Tymczasem] dr Harold McCurdy z Uniwersytetu Północnej Karoliny przeanalizował dzieciństwo 20 wybranych geniuszy i wyodrębnił trzy czynniki wspólne dla wszystkich analizowanych wybitnych postaci historycznych. Na tej krótkiej liście znalazły się następujące czynniki:   
(1) wysoki poziom uwagi skupianej na dziecku przez rodziców i innych dorosłych, wyrażanej w intensywnym kształceniu i, zazwyczaj, ogromnej miłości; (2) izolacja od innych dzieci, zwłaszcza spoza rodziny; (3) wybujała fantazja, jako reakcja na dwa wspomniane wcześniej czynniki.  
Dr McCurdy zamknął swoje rozważania wnioskiem, że nasz system edukacyjny w postaci znanej nam obecnie powoduje „redukcję wszystkich trzech wspomnianych wyżej wartości do minimum” i, jak sądzi McCurdy, raczej ogranicza niż wspiera wybitne jednostki.

Budując pozytywne zachowania społeczne
Nie jest trudno zrozumieć pozytywne i negatywne wzorce zachowań społecznych. Weźmy za przykład matkę, która angażuje swoje dziecko w prace domowe. Z punktu widzenia dziecka bawi się ono „w dom” na najwyższym możliwym poziomie. Kiedy dziecko zaczyna stawiać pierwsze kroki, może nauczyć się odkładać swoje zabawki do pudełka w rogu pokoju. Może pomagać w ścieleniu łóżek rozciągając narzuty i wygładzając prześcieradła. Oczywiście na początku nie będzie zbyt pomocne, ale odrobina cierpliwości pozwoli zasiać w nim ziarna porządku, odpowiedzialności i pracowitości, które przy rozsądnej i konsekwentnej pielęgnacji wydadzą owoce: umiejętność polegania na sobie i altruizm. Rozwinięte w ten sposób silne poczucie własnej wartości jest podstawą rozwoju prawdziwie stabilnego, społecznego dziecka – czy ogólniej: osoby w dowolnym wieku. W chwili osiągnięcia wieku trzech czy czterech lat takie dziecko będzie już potrafiło nakryć i posprzątać ze stołu, licząc noże, widelce, łyżki i talerze, a przy tym rozwijając swój zmysł porządku i ucząc się podstaw arytmetyki. Już wkrótce będzie pomagać przy przyrządzaniu potraw, liczeniu jajek, odmierzaniu mąki i krojeniu jabłek, powiększając przy tym zasób swojej wiedzy i umiejętności. Osiągając wiek ośmiu czy dziewięciu lat – czyli dla większości dzieci najbardziej odpowiedni wiek do rozpoczęcia nauki w szkole – będzie potrafiło posprzątać dom, przygotować, a często nawet kupić jedzenie, wyprasować ubrania, przyszyć guzik i być dla swoich rodziców pomocą, a nie obciążeniem.          
To doświadczenie będzie jeszcze bardziej owocne, jeśli pewną część dnia spędza z dziećmi – chłopcami i dziewczynkami – ojciec. Zaangażowanie we wspólne wykonanie nawet najprostszych zabawek i wspólne czynności takie jak pastowanie butów, mycie samochodu, pielenie ogrodu czy budowa karmnika dla ptaków zostanie później odwzajemnione przez dziecko, pomagając uniknąć buntu, który często można spodziewać się w innym przypadku. Dla małego dziecka zwykły kawałek pomalowanej deski jest wyzwaniem dla wyobraźni. To może być łódka, samochód, ciężarówka; a z drugim kawałkiem deski – nawet samolot. Istotne jest to, że (1) on i tata lub mama zbudowali go wspólnie i że (2) ta zabawka, w przeciwieństwie do większości zabawek, pozostawia jakieś pole dla wyobraźni. Twórcza iskra rozniecona przyjaźnią z rodzicem – czy to matką czy ojcem – buduje w dzieciach tak pożądaną niezależność. Dzieci, które dzielą z rodzicami domowe obowiązki, czują się potrzebne i chciane, a ponadto czują, że ktoś na nich polega. Te doświadczenia są kamieniem węgielnym poczucia własnej wartości i pozytywnych, altruistycznych zachowań społecznych.               
Niektórzy powiedzą, że to może działać na przedmieściach czy na wsi, ale co z dziećmi, które dorastają w miastach? I załóżmy jeszcze, że nie mają ojca? Pamiętajmy, że dzieci w szkołach miejskich są generalnie produktem swojego środowiska. Chodzenie do szkoły nie czyni rówieśników twoich dzieci lepszymi towarzyszami niż dzieci z sąsiedztwa. Oczywiście, jeśli ufasz nadzorowi nauczyciela bardziej niż swojemu własnemu, twoje dziecko może wyjść na tym lepiej. Pamiętaj jednak, że nauczyciel nie może zazwyczaj zapewnić tak troskliwej opieki jak ty. Pamiętaj też, że dla małych, 7-8-letnich dzieci, twoje ciepłe, konsekwentne reagowanie na ich potrzeby jest najsilniejszym możliwym narzędziem pozytywnej socjalizacji. Twój wpływ jest tak silny, że jeśli będziesz zmuszony pracować – dziecko to zrozumie i zareaguje z większą pewnością siebie i z silniejszym przywiązaniem niż gdyby Twoja nieobecność nie było niezbędna.         

W kierunku negatywnego uspołecznienia
Niektórzy mogą argumentować, że przedszkole nie jest podobne do przyjęcia urodzinowego dla 15 do 30 dzieci. W rzeczywistości, o ile opiekun nie jest ekspertem, zazwyczaj bywa jeszcze gorsze. Dziecko pozostawia za sobą relację jeden-do-jednego, jaką nawiązywało ze swoimi rodzicami, aby konkurować z wieloma rówieśnikami o uwagę nauczyciela. Ponadto angażuje się w niezdrową rywalizację o aprobatę rówieśników i przyjmuje podzielane przez nich wartości, czasem na całe życie. Szereg badaczy, m.in. Albert Bandura, John Condry, Michael Siman i Urie Bronfenbrenner, wskazuje, że jeszcze niecałe pokolenie temu nasze dzieci porzucały wartości wyznawane przez rodzinę i zwracały się ku wartościom wyznawanym przez rówieśników w wieku, w którym potrafiły już posługiwać się własnym rozumem. Dziś podlegają [silnemu] wpływowi rówieśników już w przedszkolu. W niektórych amerykańskich przedszkolach jest to niewątpliwie mniej rozumiane niż w innych. Opieka nad maluchami poniżej siódmego roku życia zorganizowana w 15-, 20-, 30-osobowych czy nawet większych grupach dla większości z nich nie jest najlepszym sposobem zapewnienia im twórczych wyzwań, poczucia bezpieczeństwa i stabilizacji oraz rozwoju własnej tożsamości. Dopóki dziecko czuje się niepewnie lub też czuje się zależne od swoich rówieśników, będzie mu brakowało zdrowego poczucia własnej wartości. (Pamiętajmy, że zdrowa samoocena jest podstawowym warunkiem pozytywnego nastawienia do innych). Jeśli dziecko jest zalęknione lub samolubne z natury, jego samoocena będzie relatywnie niska.

Janet Kastel, prowadząca seminaria dla nauczycieli w szeregu izraelskich kibuców, zauważa występującą u małego dziecka potrzebę samotności, której zaspokojenie umożliwia urzeczywistnianie własnych pomysłów. To w istocie czynnik kluczowy dla pozytywnych relacji społecznych – pewność siebie [zbudowana] bez ingerencji innych. Opisuje ona jak w kibucu, który nie jest [z natury] organizacją zorientowaną na rodzinę, dzieci nie mają nawet czasu ani miejsca, aby sobie samotnie popłakać, nie będąc skazanymi na obecność innych dzieci, przyglądających się czy nawet robiących sobie żarty. Dzieci przystosowują się do tego. I dorastają, coraz bardziej zależne od swoich rówieśników, pod każdym względem, emocjonalnie i społecznie. Inicjatywa i kreatywność są tłamszone. Zanim osiągną wiek dojrzewania, podejmowanie decyzji na własną rękę, bez aprobaty grupy, staje się dla nich doświadczeniem traumatycznym, do tego stopnia, że niektórzy całkowicie przestają podejmować takie decyzje. Faktycznie, stwierdza Janet Kastel, stają się doskonałymi żołnierzami.        
Jeśli już szkoła musi dostarczać opiekę dla małych dzieci, niech będzie ona możliwie najbardziej zbliżona do ciepłego, odpowiadającego potrzebom dziecka, konsekwentnego domu. Poniżej podano cechy wyróżniające – zgodnie z naszymi badaniami (Moore, Kordenbrock & Moore, 1976) wybijające się przedszkola i ośrodki opieki:
(1) Opiekukowie i nauczyciele są ciepli, odpowiadają na potrzeby dzieci, są konsekwentni
(2) Stosunek liczby dzieci do liczby dorosłych jest niski
(3) Zajęcia odbywają się w budynkach podobnych do domów mieszkalnych, a nie budynków szkolnych
(4) Dzieci zbierają się w pokojach, a nie klasach, bawiąc się w grupach podobnych do rodzeństwa różniącego się wiekiem
(5) Wrażliwość na często występującą potrzebę wyrównywania różnic językowych i kulturalnych
(6) Umożliwienie zdobywania doświadczeń związanych z prowadzeniem domu, takich jak pielęgnowanie ogrodu, gotowanie, sprzątanie, kosztem tradycyjnych zabaw na placu zabaw.
(7) Programy zajęć wolne od formalnego nauczania, orientacji edukacyjnej czy nawet pierwszych stresów związanych z określaniem gotowości szkolnej.
(8) Uwzględnienie w czasie zajęć drzemki lub czasu odpoczynku dla wszystkich dzieci.
(9) Ciągłość zatrudnienia tych samych nauczycieli
(10) Nauczyciele postrzegający swoją rolę jako zastępcy rodziców, a nie pedagodzy.
Najlepsze przedszkola i ośrodki opieki uznają ważność tych czynników. W australijskim Melbourne miasto kupuje [z własnych środków] domy mieszkalne i przeznacza je na ośrodki opieki dla dzieci mieszkających w pobliżu. Dzieci bawią się [tam] i pracują w niewielkich grupach liczących od czterech do sześciu osób, co pozwala uniknąć ich nadmiernego podekscytowania. W szkole założonej przez Rudolpha Steinera w Stuttgarcie w Niemczech (lub inaczej w szkole waldorfowskiej) dzieci „bawiły się w dom” tak, jakby były w prawdziwym domu – mieląc [ziarno na] mąkę, piekąc chleb, jedząc przyrządzone przez siebie potrawy, sprzątając, uprawiając ogród, piorąc, prasując, szyjąc itd. To było najlepsze przedszkole, jakie widzieliśmy, podobne do wielkiej rodziny. W podobnej szkole w Salzburgu w Austrii nauczyciele, najczęściej studenci uniwersytetu, rozmyślnie zachowywali się raczej jak rodzice niż pedagodzy, a podobieństwo do prawdziwego domu było szybko wyczuwalne.     
Stosunek liczby dorosłych do liczby dzieci zarówno w Melbourne, jak i w Stutgarcie kształtował się na poziomie 1:5. Szkoły steinerowskie wyróżniały się jeszcze jedną cechą, dzięki której były najbardziej zbliżone do prawdziwego domu. Jeden i ten sam nauczyciel prowadził grupę dzieci w kolejnych latach, dostarczając im istotnego dla nich poczucia ciągłości. Należy [w tym miejscu] zauważyć, że efektywność najlepszych przedszkoli zależy generalnie od tego, w jakim stopniu udaje im się naśladować dobry dom. Nasuwa się pytanie, dlaczego w takim razie należy w ogóle zabierać dzieci z ich własnych domów, o ile nie jest to absolutnie konieczne?    
Piorunujący jest wpływ grupy rówieśniczej na małe dziecko, którego system wartości nie jest jeszcze dobrze określony; które nie nauczyło się jeszcze polegać na sobie samym; które nie czuje się do tego prawdziwie chciane i potrzebne. Jeśli dziecko nie miało czasu na to, by ukształtować własną niezależność, szybko uczy się naśladować zachowanie rówieśników i przyjmuje ich stosunek do życia.
James Hymes, uznany specjalista zajmujący się wczesnym dzieciństwem, zauważa podobnie jak czytelnicy Ladies’ Home Journal w 1902 r., że małe dzieci radzą sobie dobrze w relacjach dwustronnych, jeden na jednego. Bawią się ładnie w małych grupach liczących od dwóch do czterech osób. Kiedy jednak „początkujący społecznie” maluch zostanie umiejscowiony w dużej grupie, pojawia się u niego napięcie i poddenerwowanie. To może wyglądać jak ekscytacja, ale dla dziecka niekoniecznie jest to zabawne. O ile niewielka dawka stresu może sprzyjać procesowi uczenia się, odrobinę większa powoduje rozpad zdolności postrzegania i rozumienia u małego dziecka. Psycholog dziecięcy Urie Bronfenbrenner zauważa, że pozbawienie rodziny jej podstawowej roli w zakresie wychowywania dzieci “jest głównym czynnikiem grożącym załamaniem się procesu socjalizacji w Ameryce”. Zauważa on, że instytucje inne niż rodzina „stworzyły i utrwaliły podzielony na grupy wiekowe, a przy tym często niemoralny i antyspołeczny świat, w którym nasze dzieci żyją i dorastają”. A instytucjami, które w największym stopniu – ze względu na ich strukturę i ograniczoną troskę [o dzieci] – przyczyniły się do tych społecznie niszczących zjawisk, są nasze szkoły (Bronfenbrenner, Two Worlds of Childhood — U.S. and U.S.S.R., strony 152 and 153).
Stwierdzono, że dzieci uczęszczające do szkół podstawowych mają generalnie problemy z utrzymaniem poczucia własnej wartości (Stanwyck, 1971). Donald Felker wskazuje, że samoocena dzieci wkraczających w mury szkoły i poddawanych naciskom pierwszych szkolnych lat systematycznie spada. Płynie z tego wniosek, że szkoła ze swej natury ma szkodliwy wpływ na obraz samego siebie u dziecka. Na poziomie piątej klasy samoocena dzieci zaczyna ponownie rosnąć. Szkoła jest trudnym doświadczeniem dla wszystkich dzieci, ale te, które rozpoczynają naukę z niską samooceną, są w szczególnie trudnej sytuacji. Innymi słowy, nacisk wywierany przez szkołę szczególnie negatywnie wpływa na te dzieci, które już i tak są w najmniej uprzywilejowanej sytuacji (Donald W. Felker, Building Positive Self-Concepts, Burgess Publishing Co., Minneapolis, MN, 1974).     
Zauważmy, że na poziomie piątej klasy, czyli w wieku 10-11 lat, dzieci zaczynają odnajdywać same siebie. Jeśli te dzieci, o ile jest to możliwe, pozostaną w relacjach dwustronnych, jeden do jednego, w warunkach ciepłego, spójnego i odpowiadającego na ich potrzeby domu, będą miały o wiele więcej okazji do tego, by dojrzeć i ustabilizować swoją samoocenę. Jest jednocześnie mniej prawdopodobne, że szkoła im w tym przeszkodzi. W przypadku dzieci, które muszą korzystać z opieki poza domem, powinna być ona tak zbliżona do środowiska domowego, jak tylko jest to możliwe.  
Może nam się wydawać, że przedszkola, do których chodzą nasze dzieci, są doskonałe. I wiele z nich rzeczywiście jest, zwłaszcza te, które podawane są jako przykłady na uniwersytetach. Ale większość przedszkoli jest daleka od idealnego wzorca „ogródków dziecięcych”, a wiele z nich to wręcz dziecięce getta. Pod względem bezpieczeństwa [odczuwanego przez dziecko], tylko bardzo dobra szkoła może stać się satysfakcjonującym substytutem nawet kiepskiego domu.
Szkolny kurator stanu Kalifornia Wilson Riles twierdzi, że korzystna proporcja liczby dorosłych do liczby dzieci [w instytucjach edukacyjnych tego stanu] pozwala zaspokoić wspomniane potrzeby dzieci. Ten niski stosunek liczby dzieci do liczby dorosłych osiągnięto angażując do współpracy rozmaitych wolontariuszy, pomocników oraz rodziców. To są kosmetyczne zmiany, które niekoniecznie działają na korzyść dzieci. Nie umożliwiają one bowiem dzieciom nawiązywania tak potrzebnych im relacji jeden-do-jednego i nie dają poczucia ciągłości. W rzeczywistości, dzieci mogą przywiązać się do szczególnie atrakcyjnego wolontariusza lub zastępczego rodzica, który pewnego dnia po prostu nie przyjdzie z powodu urlopu lub choroby. I minitragedia gotowa. „Paradoksalnie – mówi Bronfenbrenner, (Two Worlds of Childhood — U.S. and U.S.S.R., strona 97) – im więcej ludzi naokoło, tym mniejsza szansa na głęboki kontakt”.

Dla naszych małych dzieci [czas spędzony w przedszkolu] to czas przelotnych, przemijających relacji. Większość z nich nie potrzebuje aż tyle ekscytujących wrażeń, tak rozbuchanego środowiska społecznego, tak wielkiego widowiska różnorodności. Potrzebują ciszy, stabilizacji i związków z wybranymi osobami, nie osłabianych przez przedszkole, o ile tylko jest to możliwe. Jeśli nie możemy umożliwić im dorastania w domu, powinniśmy stworzyć dla nich środowisko tak zbliżone do domowego, jak to tylko możliwe. Nasze dzieci w o wiele większym stopniu polegają na swoich rówieśnikach dziś niż 10 czy 20 lat temu. Dotyczy to każdego wieku i poziomu nauczania. Rodzice, jak źródło informacji i bezpieczeństwa, stają się coraz mniej istotni. Być może niektórym rodzicom i nauczycielom to nie przeszkadza. Ale nie tym, którzy naprawdę troszczą się o dobro swoich dzieci.
 Martin Engel, który kierował Narodowym Centrum Pokazowym Opieki Dziennej (the National Day Care Demonstration Center), mówi: „To, że pozbywamy się naszych dzieci, nawet tylko częściowo, dociera do nich o wiele żywiej niż wszelkie nasze uzasadnienia, zgodnie z którymi przedszkole jest świetne dla dzieci ze względu na dobre kontakty z rówieśnikami, możliwość uczenia się czy budowania podstaw pod przyszłe życie w szkole i poza nią. Nawet najlepsza, najbardziej ludzka i zindywidualizowana opieka dzienna nie może wynagrodzić dzieciom uczucia odrzucenia, którego nieświadomie doświadczają.”
Wzrastająca liczba psychologów i psychiatrów uważa zależność od rówieśników za “zarazę społeczną” i kwestionuje obecnie niepotrzebne wysyłanie dzieci do przedszkola. Dr Bronfenbrenner zauważa na bazie swoich badań, że dzieci poniżej szóstej klasy, które spędzają więcej wolnego czasu z rówieśnikami niż z rodzicami i innymi dorosłymi, mają nikłe pojęcie o swoich rówieśnikach, rodzicach, samych sobie i swojej przyszłości. W ich przypadku większe jest również prawdopodobieństwo kłopotów w nauce. Zazwyczaj to oddzielenie rodziców od dzieci jest wyborem rodziców, nie dzieci. Glen Nimnicht, wcześniej główny psycholog programu Head Start [amerykański publiczny program edukacji wczesnoszkolnej- red.] , twierdzi dziś, że dziecko, którego matka nawet przez 20 czy 30 minut dziennie czyta mu lub bawi się z nim, wyjdzie na tym lepiej, niż gdyby spędzało kilka godzin dziennie w przedszkolu razem ze wszystkimi tymi małymi socjalizatorami.
Wielu obawia się, że konsekwencją takiego rozumowania będzie pozbawienie nauczycieli pracy. Niekoniecznie. Społeczeństwo stoi dziś przez wielkim wyzwaniem związanym z określeniem istoty rodzicielskiej odpowiedzialności za edukację i wychowanie dzieci. Nauczyciele i ustawodawcy zdołali w jakiś sposób przekonać wiele matek i ojców, że szkoły mogą zastąpić rodziców. Największym wkładem nauczycieli [w reformę oświaty] może być przekonanie rodziców, że posiadają wyjątkowe przywileje i ponoszą wyłączną odpowiedzialność [za wychowanie i kształcenie swoich dzieci], a nie nakłanianie ich czy żądanie od nich zrzeczenia się owych przywilejów i odpowiedzialności poprzez niepotrzebną instytucjonalizację ich dzieci. „Musimy podjąć decyzję – sugeruje Sylvia Parmenter, matka z Royal Oak w stanie Michigan – czy nasze dzieci mają być własnością państwa od coraz wcześniejszych lat czy też ci z nas, którzy chcą, mogą zatrzymać je i ofiarować im ciepło i bezpieczeństwo, którego potrzebują w tych newralgicznych latach.”
Jeśli macie ochotę na doświadczenie, które może otworzyć wam oczy, wybierzcie się do kilku przypadkowych przedszkoli. Obserwujcie uważnie wybrane dzieci i ich reakcje na rówieśników i dorosłych. A teraz wyobraźcie sobie te dzieci w ich własnych domach – urzeczywistniające swoje pomysły w samotności, koncentrujące na sobie uczucia matki w chwili, w której im czyta, drzemiące bezpiecznie w swoich własnych łóżkach.   

Oczywiście nie wszyscy będą sobie mogli pozwolić na ten luksus. Ale dlaczego pozbawiać dzieci poczucia bezpieczeństwa, stabilizacji i poczucia własnej wartości – tak rzadko spotykanych wśród dzisiejszych dzieci – o ile nie jest to absolutnie konieczne? Odnosząc się do tych potrzeb, znany i uznany psycholog dziecięcy John Bowlby ze Światowej Organizacji Zdrowia, stwierdza, że nawet zły dom jest lepszy dla małego dziecka niż dobra instytucja [opiekuńcza]. Kiedy pierwszy raz to usłyszeliśmy, byli zaskoczeni. Kiedy jednak uważnie przeanalizowaliśmy ponad 7 tys. opracowań dotyczących wczesnego dzieciństwa, przedyskutowaliśmy problem z wiodącymi autorytetami w zakresie związków dzieci w rodzicami i zbadaliśmy wiele domów i szkół, zyskaliśmy przekonanie, że John Bowlby nie jest daleki od prawdy. Jeśli chcesz mieć naprawdę społeczne, zrównoważone dziecko, ofiaruj mu ciepły, spójny i odpowiadający na jego potrzeby dom do momentu, aż osiągnie 8 czy 10 rok życia, o ile tylko jest to możliwe. Nie przejmuj się modnymi metodami kształcenia i wychowywania, po prostu bądź przy swoich dzieciach ograniczając do minimum wpływy z zewnątrz. To może wydawać się staromodne, ale czy nie jest takie również złoto?

Bibliografia

Bandura, Albert; Ross, Dorothea, and Ross, Sheila A. "Transmission of Aggression Through Imitation of Aggressive Models," Journal of Abnormal and Social Psychology 62 (1961): 575-582.
Bowlby, John. Maternal Care and Mental Health. New York: Schocken Books, 1967.
Bronfenbrenner, Urie. Two Worlds of Childhood — U.S. and U.S.S.R. New York: Simon and Schuster, 1970.
Condry, John C., Jr.; Siman, Michael L., and Bronfenbrenner, Urie. "Characteristics of Peer- and Adult-Oriented Children." Unpublished manuscript. Department of Child Development, Cornell University, 1968.
Engel, Martin. n.d. The Care and Feeding of Children for Fun and Profit: Some Thoughts on Day Care. Unpublished manuscript. National Demonstration Center in Early Childhood Education.
Felker, Donald W. Building Positive Self-Concepts Minneapolis: Burgess Publishing Co., 1974.
Hymes, J. L. "A Child Centered Program." In Teaching the Child Under Six. Columbus, Ohio: Merrill Publishing Company, 1968.
Kastel, Janet. Documented interview with Raymond S. Moore. Hewitt Research Center, Berrien Springs, Michigan. October, 1973.
Ladies’ Home Journal. "The New Department: Mothers’ Meetings." (February 1902): 16.
McCurdy, Harold G. "The Childhood Pattern of Genius." Horizon 2 (May 1960): 38.
Nimnicht, Glen. Letter to R. S. Moore. 29 September 1972.
Parmenter, Sylvia. Conversation with R. S. Moore. May, 1976.
Riles, W. The Early Childhood Education Program Proposal. Sacramento: California State Department of Education. 1972.
Stanwyck, D. J.; Felker, D. W.; and Van Mondfrans, A. P. "An Examination of the Learning Consequences of One Kind of Civil Disobedience." Educational Theory (1971).
Opracowanie wydane przez Międzynarodową Akademię Medycyny Zapobiegawczej (the International Academy for Preventive Medicine), zaprezentowane na spotkaniu Akademii w Bad Nauheim w Niemczech, 11 czerwca 1976 r.
**Dr Moore jest głównym autorem takich poradników dla rodziców jak „Lepiej późno niż wcześnie” (Better Late than Early, Reader’s Digest-McGraw Hill, 1976), „Szkoła może poczekać” (School Can Wait, Brigham Young University Press, 1979) oraz współautorem ponad 30 innych książek na temat małych dzieci i rodziny.
Autor: Dr Raymond S. Moore**Przekład: Dorota KonowrockaRedakcja: Natalia DueholmPrzekład publikujemy za zgodą dr. Moore’a

środa, 16 grudnia 2015

Porównanie składu mleka modyfikowanego i mleka mamy

Zanim podasz sztuczną mieszankę zastanów się 1000 razy albo i więcej, przeczytaj wszystko na jej temat w mądrych, sprawdzonych i wiarygodnych źródłach np:
książka "Księga rodzicielstwa bliskości" Sears
książka " Księga dziecka" Sears str 238-241 POLECAM!
książka "Polityka karmienia piersią" Palmer
oraz np tu:
http://dziecisawazne.pl/porownanie-skladu-mleka-mamy-i-mleka-modyfikowanego/ 
http://mataja.pl/2015/02/o-nocnym-mleku-czy-karmienie-noca-jest-potrzebne/
http://femaltiker.pl/karmienie-piersia/praktyczne-porady/

Nie daj oszukać siebie i dziecka !!!
Nadal chcesz dawać dziecku to co słyszysz w reklamie - "to co najlepsze"?
Mleko następne jest w piersiach mamy!
Pamiętaj, że tego co jest w mleku produkowanym w nocy w organizmie kobiety nie zajdziesz w żadnej sztucznej mieszance !!! Nocne karmienia są bardzo ważne, nie rezygnuj z nich!

P.S.
Chłopcy nadal piją mleko z piersi :) Z w ich wieku też piła :)
W nocy budzą się od ok 1 do ok 5 razy każdy :) Po co? W zależności od potrzeb, aby: napić się mleka z piersi (którego potrzebuje ich mózg do prawidłowego rozwoju), wody, przytulić się do mamy, taty, Zosi, posłuchać bajki o rycerzach, uspokoić się po wybudzeniu w czasie "koszmarów" itd. To zupełnie naturalne, dzieci śpią zupełnie inaczej niż dorośli, ich fazy snu mają inna częstotliwość zmian - to biologia=natura, o ile nie zostanie zaburzona przez rodziców ...

wtorek, 6 października 2015

piątek, 25 września 2015

Matematyczne zabawy Z

Z 6 lat, 5 miesięcy

W ostatnim czasie bawimy się w liczenie do 100.
Utrwalamy znajomość dodawania i odejmowania do 10 i uczymy się do 20.

Dziecku nie jest łatwo zapamiętać, że dwanaście to 12, a dwadzieścia jeden to 21. Z niby to już wie ale zdarza jej się jeszcze mylić, aby nie traciła zdobytych już umiejętności i pewności siebie bawimy się w matematykę.

Co pomaga nam w nauce? Czym się bawimy?

                            Dodawanie. Ścieralne karty edukacyjne - Opracowanie zbiorowe

Karty z tych zestawów za laminowałam aby posłużyły jeszcze nie jednemu dziecku ;)

                
Z książki "Odkrywamy liczby" Z dowiedziała się jaka jest historia cyfr arabskich i rzymskich, jakimi sposobami zapisywano ilości wiele wieków temu oraz jakie cyfry najczęściej możemy spotkać w bajkach :) Odkrywaliśmy też sens znajomości cyfr i liczb.

 

Bardzo dobrym ćwiczeniem utrwalającym znajomość cyfr oraz liczb jest łączenie kropek. Dla nas na tym etapie umiejętności najlepsza i najciekawsza dla Z okazała się "Kropka do kropki" 1-25. Z podobają się ilustracje i chętnie łączy kropki. Aby efekt pracy był dodatkowo atrakcyjny dostała od nas żelowe brokatowe pisaki :) Jest w nimi zachwycona, liczy i łączy :)


Dla młodszych dzieci od ok 2,5 -4 lat polecamy takie książeczki:
    




Sprawdziliśmy je z Z i dzięki nim utrwalała znajomość cyfr najpierw do 5, a później do 10.
Mamy Montesoriańskie duże koraliki do nauki dodawania i odejmowania w zakresie 20 oraz małe koraliki do nauki liczb od 10 do 19. 

 
Koralikami uwielbiają bawić się chłopcy, proszą nas abyśmy liczyli z nimi, często też liczą sami.

poniedziałek, 27 lipca 2015

Pszedszkole - żłobek dla 2-3 latka?


Nie tylko ja i większość psychologów uważamy, że przedszkole nie jest najlepszym miejscem dla maluchów ...

Polecam artykuł:
http://kreatywnik.bloog.pl/id,349942531,title,Dlaczego-2-latek-w-przedszkolu-to-zly-pomysl,index.html#komentarze

Rodzice maluszków w wieku 2-3 lata oraz 3-4 lata, jak również 4-5 lat zastanówcie się dobrze albo raczej bardzo dobrze zanim poczynicie ten wątpliwie odpowiedni krok posyłając wasze dziecko do placówki żłobkowej lub przedszkolnej, warto poczekać ...

niedziela, 21 czerwca 2015

Reaguj na przemoc wobec dziecka!!! Nie tylko fizyczną, słowną i psychiczna również!!!

Czy reagujesz kiedy:
-  ktoś krzyczy na dziecko w Twojej obecności?
- słyszysz długotrwały płacz dziecka u sąsiada?
- ktoś uderza lub straszy, że uderzy dziecko?
- widzisz nietrzeźwe osoby pod których opieką jest dziecko?
- dziecko płacze samotnie, a nikt dorosły bliski nie stara się mu pomóc?
- dziecko jest samo bez opiekuna na ulicy, pod domem, na klatce schodowej, podwórku, balkonie, ogródku i płacze w samotności przez dłuższy czas?

Reaguj ! ! ! ! ! ! ! !

Ne chodzi o pocieszanie ale o sprawdzenie co jest przyczyną płaczu.
Pozostawienie w czasie płaczu=stresu= bólu dziecka samego, bez jego zgody to porzucone go bez udzielenia mu pomocy, to też przemoc ! ! ! !

Ból psychiczny = strach, lęk, płacz z powodu rozłąki z bliska osobą, poczucia straty np zabawki, niesprawiedliwości, wywołuje w organizmie dziecka reakcje które powodują taki sam ból jak ból pourazowy !!!

http://jakreagowac.pl/#po_sasiedzku







sobota, 13 czerwca 2015

Szkoła w Polsce


M. Montessori, M. Rozenberg, Sternowie, A. Stein, Searsowie, J. Liedlof, Jasper Jull mimo, że z różnych epok, kontynentów, kultur, krajów czują, piszą i wiedzą to samo:



 

Ja też to czuję i wiem, czy Ty też?


"Podążaj za dzieckiem!"

wtorek, 9 czerwca 2015

Odwracać uwagę? Czego uczymy, jak rozwiązywać trudną sytuację, konflikt, czy jak ich unikać?

Dziecko:
przewróciło się biegnąc i płacze
chce odebrać chłopcu w piaskownicy swoją łopatkę
spadło z .., płacze
płaczliwym głosem chce teraz czekoladę
prosi marudząc o Twoją uwagę, chce się z Tobą bawić
szarpie za klamkę, chce wyjść na dwór
chce aby poczytać mu książkę
zaczyna popłakiwać, marudzić ponieważ czuje się znudzone
właśnie w tym momencie chce jeździć na rowerku koleżanki
krzyczy, nie chce wracać z placu zabaw do domu
płacze ne chce zostać bez Ciebie w ... z ...


Co robisz?
odwracasz uwagę - leci ptaszek, o jaki ładny kwiatek, zobacz jaka ładna foremka do babek, ooo jaka wspaniała zabawka, pohuśtamy się na huśtawce itd
włączasz bajkę
dajesz słodycze, słodki napój
dajesz karę
okłamujesz, idziemy do domu po picie i zaraz wrócimy, jak ułożysz klocki to się z Tobą pobawię, wyjdziemy na plac zabaw później, jest za zimno, zaraz wrócę, idę na chwilkę do... i za chwileczkę będę z powrotem
uciekasz, kiedy dziecko Cię nie widzi wymykasz się z domu, przedszkola itd

Co powoduje u dziecka takie zachowanie rodzica, opiekuna?
Nie tylko brak zaufania do rodzica, siebie, świata, nie tylko uczy się okłamywać, oszukiwać i manipulować ale jeszcze:

"(...) dzieci potrzebują czasu i zaufania do nich, lekcji, jak rozwiązywać konflikty, a nie jak ich unikać."

http://dziecisawazne.pl/5-problemow-wynikajacych-z-odwrocenia-uwagi-dziecka-w-trudnych-sytuacjach/


Warto zadać sobie pytanie: czy można odwrócić uwagę dorosłego będącego zaangażowanym w kłótnię i skierować jego uwagę np. na mycie podłogi?
Więc dlaczego właśnie tak postępujemy w przypadku dzieci? Dziecku można zaufać, ono wie, w co inwestować swoją emocjonalną energię. Rolą rodzica jest zapewnić mu bezpieczeństwo i wsparcie w przeżywaniu trudnych emocji.

 Znalezione obrazy dla zapytania dziecko ze smutną miną

poniedziałek, 8 czerwca 2015

“Nie płacz, nic się nie stało!” część 2

http://dziecisawazne.pl/nie-placz-przeciez-nic-sie-nie-stalo-dlaczego-warto-przyjac-perspektywe-dziecka/

 

  

Janusz Korczak powiedział: „Nie ma dzieci, są ludzie”.

Kilkulatek idzie chodnikiem, niespodziewanie potyka się i upada na ziemię. Po chwili wstaje. Naskórek niezdarty, brak oznak zranienia, a jednak jest płacz, smutek i strach.
Stojący obok dorosły patrzy na sytuację i mówi: „O dobrze, że nic się nie stało”.
Malec płacze jednak i mówi: „A właśnie, że dużo się stało! Boli!
Kto ma rację?  Kto „wie lepiej”, czy coś stało czy nie? Od czego zależy ta wiedza: od wieku, doświadczenia?

Każdy z nas, niezależnie od wieku, ma prawo do swoich odczuć

Czujemy to, co czujemy, i jest to niezależne od tego, czy otoczenie to potwierdza czy nie. Emocje pojawiają się samoistnie w reakcji na zewnętrzne bodźce. Uczucia są sygnałami płynącymi z ciała informującymi o zaspokojonych lub niezaspokojonych potrzebach. Jak mówi Marshall Rosenberg, twórca Porozumienia bez przemocy, uczucia i potrzeby informują nas o energii życia, która w danym momencie przez nas przepływa.
Zaufanie do tego, co czujemy, uważność na sygnały i informacje z ciała to umiejętność, z którą się rodzimy, lecz o której nieraz w wyniku procesu wychowania zapominamy lub inaczej to nazywając, od których się oddzielamy i tracimy do nich dostęp. Wówczas czujemy to, co „powinniśmy” czuć, skupiamy się na zaspokajaniu potrzeb otoczenia, spełnianiu cudzych oczekiwań i żyjemy jakby nieswoim życiem…

Rola rodzica

Jako rodzice możemy wspierać dzieci w zaufaniu do siebie, uważności na własne uczucia i potrzeby. Jako że jesteśmy ważnymi osobami w życiu naszych dzieci, możemy kształtować nie tylko ich światopogląd i wartości dzieci, lecz również to, na ile poważnie traktują swoje uczucia i potrzeby.
W dziecięcych oczach dorosły „wie lepiej”, dlatego warto dawać uwagę uczuciom dziecka, wspierać je w nazywaniu emocji, by od najmłodszych lat mogło ono budować poczucie własnej wartości i kontakt ze sobą.
Dlatego jeśli dorosły mówi dziecku, że „nic się nie stało” lub „nic nie boli”, gdy faktycznie boli, to dziecko uczy się, że nie może ufać sobie, swoim odczuciom i przeżyciom. Dziecko buduje pancerz i odcina się od emocji, nie umie ich okazać, a w konsekwencji nie nauczy się wczuć się w uczucia innych.

Co to daje dziecku?

Dziecko ma świat dziecięcy, świat, który jest aktualny dla niego na jego poziomie, przeżywa go tak jak umie, krzyczy, bo czegoś chce, a nie dlatego, że robi na złość dorosłemu.
Relacja rodzic-dziecko jest dynamiczna, czasem jest łatwa, czasem wymaga więcej zaangażowania i cierpliwości ze strony dorosłego, to nie znaczy, że dorosły popełnia błąd albo robi za mało czy za dużo. Oczywiście może tak być, ale zakładając, że ja – rodzic robię tyle, ile umiem i z pełnią zaangażowania i chęci do budowania relacji z dzieckiem, jestem najlepszym rodzicem, jakim umiem w danym momencie być.
Dawanie empatii daje dziecku wiarę w siebie i swoje odczucia, uczy empatii dla siebie i tego, że może ją dostać od drugiego człowieka. Uczą się tego jego: ciało, serce i umysł, co skutkuje kontaktem ze sobą, kontaktem ze swoimi potrzebami i uczuciami, a także ze swoim ciałem. Przekłada się to na zdolność dokonywania wyborów, wiarę w siebie, szukania odpowiedzi w sobie, a nie na zewnątrz, akceptacji i znajomości siebie.

Co to daje rodzicowi?

Rodzic przede wszystkim buduje kontakt z dzieckiem. Uczy w ten sposób dziecko, że rodzic jest po jego stronie, tworzy się zaufanie i więź. Zwiększa swoja szanse na to, że dziecko z otwartością i odwagą przyjdzie do niego z problemem. Sytuacja: dziecko biegnie i się potyka, a ma właśnie nowe buty. Dziecko uderzyło się w kolano i płacze. Rodzic krzyczy, że dziecko nie uważa, że biega i nie umie powoli iść i że to za karę się przewróciło, a na dodatek nie szanuje swoich nowych butów. Fala słów, której obolałe i rozżalone dziecko nie słyszy, bo jest w tym, co mu dolega i co się z nim dzieje. Takie reakcje nie budują kontaktu, odsuwają dziecko od rodzica.
Dzięki metodzie czterech kroków może oszacować sytuację, ocenić ją na „zimno”, ocenić na poziomie faktów. Może nazwać sobie, co się faktycznie wydarzyło, co widzi, że dzieje się z dzieckiem i nazwać to, co dzieje się z nim. Jakie rodzą się w nim myśli i przekonania, jakie rodzą się emocje i czego w związku z nimi potrzebuje.
Postawienie się na miejscu dziecka bywa niełatwe. Powodów może być wiele: moje emocje, które biorą górę, nie wiem, o co chodzi dziecku, ja jako dziecko nie dostawałem empatii i dorośli nie wczuwali się w moją sytuację, więc jest mi trudno w stosunku do dziecka, mam świadomość, że chcę je wesprzeć, ale uczę się tego. Ważne, by dać sobie-rodzicowi empatię, bo dzięki niej jestem w stanie zaopiekować się sobą, a potem pochylić się nas dzieckiem.

poniedziałek, 18 maja 2015

Moje ciało podarowało 3750 litrów mleka

http://mataja.pl/2015/05/mlekoteka/#comment-173321

 

Podarowałam do dziś ok 3750 litrów ciepłego świeżego i słodkiego mleka :) moim dzieciom, a karmienie chłopaków trwa nadal
Ile w tym zdrowia, miłości, więzi, i jakie oszczędności dla domowego budżetu :)

Nawiązując do poprzedniego posta, karmienie piersią to nie tylko dostarczanie mleka, to przede wszystkim zdrowie, fizyczne i psychiczne!!!!!! 

Dziękuję Bogu za możliwość karmienia, którą wykorzystuję :) 

środa, 6 maja 2015

Język żyrafy – rozpoznawanie i wyrażanie uczuć i potrzeb


Pani dziecko jest niegrzeczne, owinęło sobie Was wokół palca, testuje Cię, robi Ci na złość ! ! !

Czy aby na pewno?

A może:

-  nie odczytujesz prawidłowo jego komunikatów ...

- nie obserwujesz jego zachowania z uwagą ...

- nie rozumiesz w danej sytuacji jego potrzeby/ źle ją odczytujesz/ interpretujesz


Chcesz się tego nauczyć?




http://dziecisawazne.pl/jezyk-zyrafy-rozpoznawanie-i-wyrazanie-uczuc-i-potrzeb/

Język żyrafy – rozpoznawanie i wyrażanie uczuć i potrzeb

W ostatnich latach dużo można usłyszeć o porozumieniu bez przemocy (ang. Nonviolet Communication, NVC). Jest ono nazywane również językiem empatii lub językiem serca, ponieważ opiera się na rozpoznawaniu uczuć i potrzeb - swoich oraz drugiej osoby - i na otwartym ich wyrażaniu. Przemoc jest zaś rozumiana jako każda forma wywierania wpływu, stawiania się ponad drugim człowiekiem, ignorowania jego potrzeb i uczuć (choć przemoc w komunikacji może być również kierowana wobec siebie samego, jeśli własne potrzeby i uczucia stawiamy na drugim planie).

jezyk-zyrafy3 

Żyrafa i szakal

Symbolem NVC jest żyrafa (stąd kolejna nazwa NVC – język żyrafy) – sympatyczne zwierzę, które ma największe serce spośród wszystkich ssaków lądowych. Przeciwstawia się jej szakala, który symbolizuje odmienny styl komunikacji – zawierający krytykę, osąd i agresję.
Bez względu na to, ile mamy lat, wszyscy potrzebujemy empatii i akceptacji, czyli otwartości na nasze potrzeby i gotowości do wysłuchania tego, co mamy do powiedzenia. Każdy z nas może wyrobić w sobie nawyki NVC. To kwestia uświadomienia sobie swoich utrwalonych sposobów porozumiewania się z ludźmi i kształtowania nowych, bardziej efektywnych, które prowadzą do budowania harmonijnych i satysfakcjonujących relacji.

Zbudujmy most

Poniższe wskazówki są pomocne w budowaniu porozumienia zarówno z dorosłym, jak i z dzieckiem, które dopiero uczy się sztuki dobrej komunikacji. Aby wspierać je w rozwijaniu języka serca, warto abyśmy przyjrzeli się najpierw swojemu stylowi rozmowy i zastąpili jej nieefektywne elementy konstruktywnymi nawykami, które pomagają zbudować most między nami a drugą osobą.
  1. Znajdźmy czas i uwagę dla drugiej osobyoderwijmy się od innych zajęć, skoncentrujmy tylko na tym, co mówi. To trudne, gdy czeka na nas masa pilnych spraw do załatwienia, ale jest kwestią naszego wyboru, czemu nadamy priorytet. Jeśli w danym momencie nie mamy możliwości, aby się skupić, powiedzmy o tym otwarcie – “Chciałbym z tobą porozmawiać, ale w tym momencie nie mogę, bo muszę zrobić pilną rzecz/ muszę chwilę odpocząć/ zebrać myśli. Porozmawiajmy za chwilkę/ za godzinę, dobrze?” (Ważne, abyśmy dotrzymali umowy).
  2. Zadbajmy o kontakt wzrokowy i zajęcie pozycji na równym poziomie – jeśli rozmawiamy z dzieckiem, schylmy się, kucnijmy, tak żeby być na jego poziomie; jeśli nasz rozmówca siedzi na niższym krześle, obniżmy nasz fotel – poczucie, że jesteśmy na równi, stwarza warunki do dobrej rozmowy.
  3. Pozwólmy mówić drugiej osobie - wysłuchajmy do końca, wstrzymajmy się od przerywania, nie dopowiadajmy. Czasami to bardzo trudne, bo w danym momencie ciśnie się nam na usta komentarz, boimy się, że zapomnimy, co chcieliśmy powiedzieć – dobre słuchanie wymaga od nas uważności i samodyscypliny.
  4. Gdy druga osoba skończy mówić, możemy zadać pytania, żeby upewnić się, czy dobrze ją zrozumieliśmy. Powiedzmy własnymi słowami to, co usłyszeliśmy lub po prostu powtórzmy dokładnie to, co powiedziała druga osoba – to wystarcza, żeby upewnić ją, że słyszymy ją tak, jak chciałaby zostać usłyszana. Bardzo ważny jest tutaj ton głosu, okazanie zainteresowania i nastawienienia na odbiór drugiej osoby.
  5. Zadbajmy o spójność tego, CO mówimy z tym, JAK mówimy – nasz ton głosu, mimika, postawa powinny podkreślać treść komunikatu. Jeśli np. chcemy wyrazić dezaprobatę, bądźmy poważni i stanowczy. Jeśli będziemy się w takiej sytuacji uśmiechać (żeby złagodzić komunikat), to nasz rozmówca będzie zdezorientowany.
  6. Okażmy zrozumienie i akceptację dla wszystkich uczuć, które przeżywa druga osoba – również tych trudnych. Nazywanie uczyć, które przeżywa druga strona, jest tym bardziej użyteczne, gdy chodzi o dzieci, które dopiero poznają język emocji i uczą się rozpoznawać własne stany. Ważne jest, aby nie narzucać przy tym swoich interpretacji i ocen tego, jak czuje się druga osoba – w swoich próbach empatycznego zrozumienia dajmy zawsze rozmówcy możliwość skorygowania naszego odbioru rzeczywistości.

NVC proponuje zasadę 4 kroków, które budują dobrą rozmowę:

1. Obserwacja – opisujemy zaobserwowane zachowanie, działania i fakty, bez oceniania i interpretacji. np.:
Kiedy odwracasz wzrok i wzruszasz ramionami gdy pytam cię, czy masz ochotę iść do zoo,
2. Nazwanie uczucia – domyślam się uczuć drugiej osoby i stawiam hipotezę:
to myślę sobie, że jesteś zły, zagniewany. Czy mam rację?
3. Wyrażenie potrzeby – domyślam się, jaka niezaspokojona potrzeba drugiej osoby przemawia przez jej zachowania i emocje i wyrażam swoje przypuszczenia:
Domyślam się, że możesz mieć żal za to, że wczoraj nie pozwoliłam ci obejrzeć razem ze mną filmu. Masz żal, bo chciałbyś decydować, jak spędzasz czas i spędzić go ze mną?
4. Prośba – formułuję ją za drugą osobę, pozostawiam możliwość skorygowania:
Czy dobrze rozumiem, że chciałbyś decydować, jak wspólnie spędzamy wolny czas?
Propagatorzy NVC podkreślają, że często wystarczy jedynie (lub aż) nazwać emocje i potrzeby drugiej osoby, żeby się uspokoiła i mogła poczuć, że jest dla nasważna i potraktowana ze zrozumieniem. To daje jej siłę do uporania się z trudnymi uczuciami i otwiera możliwość dalszej rozmowy.

Ja

Aby zadbać o siebie, ale nie zranić przy tym drugiej osoby, stosujmy komunikat Ja, który nie zawiera ocen, nie przykleja etykietek (“jesteś”), ale w rzeczowy sposób informuje o naszych uczuciach i potrzebach, i pozwala wyrazić życzenie wobec zachowania drugiej osoby. 4 kroki szczerego wyrażania siebie według języka NVC:
1. Obserwacja – opisujemy zaobserwowane czynności, działania i fakty, bez oceniania i interpretacji. np.:
Kiedy podnosisz na mnie głos,
2. Uczucie – wyrażamy swoje emocje:
czuję złość i jest mi przykro,
3. Potrzeba – wyrażamy, czego potrzebujemy:
bo potrzebuję od ciebie szacunku i spokojnej rozmowy.
4. Prośba – mówimy, co chcielibyśmy uzyskać od drugiej osoby (co może zrobić), żeby zaspokoić nasze potrzeby. Bardzo ważne jest, żeby określić konkretne działanie, umiejscowione w czasie i przestrzeni.
Proszę cię, żebyś mówił do mnie spokojnym głosem.
Na koniec przyjrzyjmy się różnicy między językiem żyrafy a językiem szakala w sposobie zwracania się do dzieci. Warto pamiętać, że to, w jaki sposób my się z nimi komunikujemy, ma zasadniczy wpływ na to, w jaki sposób one będą zwracać się do nas i innych ludzi.

B. Rosenberg, Porozumienie bez przemocy. O języku serca.Więcej o języku serca przeczytamy w m.in.:

  1. B. Rosenberg, Wychowanie w duchu empatii. Rodzicielstwo bez przemocy.
  2. Rosenberg, Rozwiązywanie konfliktów poprzez porozumienie bez przemocy.
  3. A. Żuczkowska, Dialog zamiast kar. 

poniedziałek, 27 kwietnia 2015

Nauka czytania metodą sylabową u Ewy Wojtan


  

Zachęcam Was do przeczytania o metodzie sylabowej:
 http://mojedziecikreatywnie.blogspot.com/2015/04/najatwiejsza-metoda-nauki-czytania.html 

nasze doświadczenia z nauką czytania znajdziecie w zakładce:
http://naszerodzicielstwobliskosci.blogspot.com/search/label/Nauka%20czytania
na dole strony kliknij starsze posty :)

W czasie konferencji Wiosna Montessori wiele razy słyszałam informację, (z którą zgadzam się w 100%, ponieważ sama jej doświadczyłam :) że najlepszy czas na naukę czytania zaczyna się w wieku ok 3- 3,5 lat, a kończy w wieku ok 5 lat. 


http://www.nebule.pl/wp-content/uploads/2015/04/Typic-23.jpg

Dla dzieci od 3 lat polecam zabawy z SAMOGŁOSKAMI, wyrazami dźwiękonaśladowczymi - ONOMATOPEJE oraz sylabami w kolejności którą przedstawia J. Cieszyńska w serii Kocham czytać


niedziela, 26 kwietnia 2015

ABC rodzicielstwa bliskości we Wrocławiu z Agnieszką Stein

ABC rodzicielstwa bliskości - warsztaty dla rodziców

ABC rodzicielstwa bliskości
Cykl warsztatów dla rodziców

Zapraszamy na cykl 6 warsztatów prowadzonych przez Agnieszkę Stein, przybliżających i pogłębiających tematykę rodzicielstwa bliskości. Zarówno dla rodziców  początkujących i poszukujących informacji,
jak i dla tych, którzy chcą poszerzyć swoją wiedzę o nowe elementy i doświadczenia.

Możliwe jest uczestniczenie w poszczególnych, wybranych spotkaniach. Jednocześnie polecamy je jako całość, stanowiącą swoiste kompendium wiedzy o rodzicielstwie bliskości.

Tematyka oraz terminy :

  • Zaczyna się od więzi
21 marca 2015
11.00 – 16.00
Zgłoszenia i wpłaty do 1 marca


Warsztat dla tych, którzy dopiero zetknęli się z rodzicielstwem bliskości, ale też dla tych, którzy chcą sobie uporządkować wiedzę w tym temacie. Dla ciekawych tego, skąd wzięły się różne narzędzia stosowane w RB, a także dlaczego niektóre metody wychowawcze są uważane za niezgodne z tą metodą.
W trakcie warsztatu uczestnicy będą mogli poprzyglądać się temu, jak używają najważniejszego rodzicielskiego narzędzia – swojej więzi z dziećmi. Zobaczą, jak dużo rodzicielstwa bliskości jest już teraz w ich relacjach i co zrobić, aby jeszcze bardziej je wykorzystać.
Zapraszam na warsztat, jeśli chcesz się dowiedzieć:
Po co dzieciom bezpieczna więź i jak ją pielęgnować?
Czego potrzebują rodzice, żeby dobrze wspierać swoje dzieci?
Jak to, co dzieci dostają od bliskich może im się przydać w dorosłym życiu?
Oraz nauczyć się, jak rozpoznawać okazje do budowania więzi z dziećmi i dobrze je wykorzystywać.

 Małe i duże emocje
30 maja 2015
11.00 – 16.00
Zgłoszenia i wpłaty do 9 maja

Emocje często sprawiają kłopoty w relacjach między dorosłymi i dziećmi. Rodzice chcą wspierać dzieci w kontrolowaniu i wyrażaniu emocji, a bardzo często sami mają z tym trudności.
Warsztat będzie służył poszerzeniu wiedzy uczestników o tym, skąd biorą się emocje i jak można sobie z nimi skuteczniej radzić. Potrenujemy różne sposoby na opanowanie gorących emocji, zarówno swoich własnych jak i tych pojawiających się u dzieci.
Uczestnicy warsztatu dowiedzą się:
Jak można nauczyć dzieci korzystania z emocji?
Co dzieje się w mózgu dorosłego i dziecka, gdy przeżywa silne emocje i kiedy sobie z nimi radzi?
Będą też mieli okazję polubić wszystkie trudne emocje i docenić ich udział w swoim życiu.

  • Odkrywanie potencjału dziecka 
  • 20 czerwca 2015
11.00 – 16.00
Zgłoszenia i wpłaty do 1 czerwca

Dzieci są nam dane pod opiekę. Chcielibyśmy się wywiązać z naszego zadania. Chcielibyśmy wesprzeć dzieci w tym, żeby nie marnowały swojego potencjału i umiały go wykorzystywać. Co możemy zrobić w tym celu? Na co mamy wpływ i jak to zrobić, żeby ten wpływ naprawdę pomagał dziecku?
Na warsztacie będziemy odwoływać się do własnych doświadczeń oraz wiedzy psychologicznej tak, aby zobaczyć i odkryć narzędzia, które mogą nam posłużyć do naszych celów. Będziemy też na pewno odkrywać o sobie i o dzieciach wiele rzeczy, których wcześniej nie wiedzieliśmy.
Na warsztacie przyjrzymy się związkom między dziecięcymi zainteresowaniami, pasjami i zdolnościami, a ich dorosłym życiem.
Zastanowimy się czy każde dziecko ma talent i co zrobić, żeby go nie zmarnowało.
  • Między dziećmi
19 września 2015
11.00 – 16.00
Zgłoszenia i wpłaty do 1 września

Rozwój społeczny ma różne wymiary. Zawierają się w nim zarówno kompetencje, które dziecko zdobywa w relacjach z dorosłymi jak i te, do których potrzebuje innych dzieci. Kontakty z innymi dziećmi, czy to z rodzeństwem, czy też kolegami i koleżankami z przedszkola czy szkoły – to sfera, w której dziecko zaczyna radzić sobie coraz bardziej samodzielnie, a rodzice bardzo szukają podpowiedzi, jak je w tym wesprzeć.
Na warsztacie wspólnie poszukamy narzędzi, które rodzice mogą wykorzystać po to, żeby pomóc dziecku mieć dobre relacja z innymi dziećmi. Zastanowimy się od czego zależą te relacje, od rodziców, wrodzonych dyspozycji dziecka czy może od czegoś jeszcze innego.
Rodzice będą też mieli okazję zobaczyć, jak jedne umiejętności dzieci rozwijają się na bazie innych, opanowanych wcześniej.

  • Czy to normalne, czy to minie?
17 października 2015
11.00 – 16.00
Zgłoszenia i wpłaty do 1 października

Na warsztacie przyjrzymy się wszystkim tym sytuacjom, w których rodzice czują niepokój z powodu różnych etapów rozwoju ich dzieci. Pokażę, jakich narzędzi używają psycholodzy, żeby odróżnić to, co może budzić niepokój od tego, co można po prostu przeczekać.
Zastanowimy się, czy rodzice mają jakiś wpływ na to, jak długo trwają kolejne trudne fazy rozwoju i jak burzliwy mają przebieg.
Będziemy też razem szukać znaczenia i sensu różnych niepokojących dziecięcych zachowań.
  •  Związek z bliska
14 listopada 2015
11.00 – 16.00
Zgłoszenia i wpłaty do 28 października

Zapraszam rodziców na spotkanie dotyczące budowania relacji w związku w duchu rodzicielstwa bliskości. Będziemy przyglądać się temu, jak to co dzieje się w relacjach między dorosłymi pomaga dzieciom w rozwoju. Będzie to też okazja do tego, żeby już teraz wykorzystać w praktyce to, czego uczą się dzieci, które rosną w bliskościowych rodzinach.
Na warsztacie:
Przyjrzymy się temu, jak oczekiwania partnerów wobec siebie łączą się z ich potrzebami. Zastanowimy się, jak radzić sobie, gdy na różne tematy rodzice mają różne zdanie. Jak ładować akumulatory w relacji z dorosłymi po to, żeby lepiej wspierać w rozwoju dzieci.

O prowadzącej:
Agnieszka Stein - absolwentka psychologii klinicznej na Uniwersytecie Warszawskim. Ukończyła Studium Przeciwdziałania Przemocy w Rodzinie i Studium Poradnictwa i Interwencji Kryzysowej, roczny, intensywny kurs NVC (Porozumienia bez Przemocy), a także Kurs I stopnia Terapii Skoncentrowanej na Rozwiązaniach. W życiu zawodowym zajmuje się wspieraniem rodziców w „procesie wychowawczym” i pomocą w kryzysowych sytuacjach. Prowadzi liczne warsztaty dla rodziców i szkoli profesjonalistów pracujących z dziećmi. Współpracuje jako psycholog ze szkołami i przedszkolami. Jest współautorką strony internetowej poświęconej Rodzicielstwu Bliskości www.dzikiedzieci.pl. i autorką książek „Dziecko z bliska” oraz „Dziecko z bliska idzie w świat”,
w których opisuje swoją koncepcję 3R. Prywatnie jest mamą 10-latka.

Koszt pojedynczego warsztatu:  95 zł.
W przypadku zgłoszenia na większą ilość warsztatów z cyklu oraz jednorazowej wpłacie za minimum 3 spotkania rabat 10%. 
Przyjmujemy zgłoszenia na cały cykl lub na wybrane  spotkania.

Miejsce:  Centrum Inicjatyw Wszelakich Zakrzowska 29, Wrocław, ul. Zakrzowska 29

Liczba miejsc ograniczona.

Zapisy:
warsztaty@relacjewcentrumuwagi.pl